Zdziwi się każdy kto na najbardziej na północ wysuniętym skrawku kontynentu australijskiego będzie oczekiwał, że znajdzie smażalnię ryb lub chociaż stragan z pamiątkami. W niewielkiej osadzie Bamaga, przez którą musi przejechać każdy kto chce dotrzeć na Cape York nie ma nawet drogowskazu wskazującego drogę na cypel. Ostatnie 40 kilometrów pokonuje się szutrową drogą wiodącą przez las tropikalny ale aby dostać się do miejsca uważanego za koniec Australii finałowe kilkaset metrów trzeba już pokonać pieszo. Najpierw wąską ścieżką przez rainforest, potem wzdłuż bajecznej plaży a na koniec po skalnym grzbiecie nad samą krawędź kontynentu. Tu, w cieśninie Torressa, mieszają się wody dwóch oceanów - Indyjskiego i Spokojnego. To niesamowite widowisko. Ocean kipi jakby z dna miał się za chwilę wyłonić ogromny stwór. Zielone wody Oceanu Indyjskiego z trudem opierają się szmaragdowej masie Pacyfiku, jaka napiera ze wschodu. I ta niesamowita satysfakcja z osiągnięcia wyznaczonego sobie odległego celu. Ech...

Wyprawa na Cape York to pętla, która zaczyna się i kończy w położonym na wybrzeżu Pacyfiku mieście Cairns. Stąd na cypel mamy ponad tysiąc kilometrów szlaku wiodącego na północ półwyspu. Początkowe 300, do miejscowości Laura, przejedziemy po asfalcie. Tu przekroczymy pierwszą rzekę. Ale nie ma się o co obawiać, wyprawa odbędzie się w porze suchej i w korycie nie powinno być wody. A jeśli już to naprawdę niewiele. Ile tych rzek przekroczymy w drodze na Przylądek York? Trudno zliczyć. Dziesiątki. Bo to porośnięta bujną roślinnością zielona kraina rzek i strumieni. Przed Laura staniemy też zapewne na pierwszy biwak a przy okazji odwiedzimy unikatowe galerie aborygeńskiej sztuki naskalnej Quinkan w masywie Split Rock.

Wraz z pokonywaniem kolejnych dziesiątek kilometrów emocje będą narastały, czego kulminacją będzie wjazd na szlak dawnego telegrafu zwany OTL Track. To już będzie wąska, aczkolwiek prosta dróżka prowadząca wzdłuż słupów, po których niegdyś prowadził kabel telegrafu zapewniający łączność Australii z Azją i dalej z Europą. Tu wielokrotnie będziemy przejeżdżać przez rzeczki i potoki. Niektóre płytkie a niektóre głębokie. Niektóre bezpieczne dla amatorów kąpieli a niektóre - ze względu na żyjące tu krokodyle - już nieco mniej. Zaporą nie do pokonania stanie się dopiero największa z tutejszych rzek, Jardine River, którą przekroczymy prymitywnym promem. Będąc już na drugim brzegu jeszcze tego samego dnia powinniśmy dotrzeć na cypel półwyspu York.

W drodze powrotnej w pewnym momencie odbijemy na wschód od szlaku, którym jechaliśmy wcześniej, aby odwiedzić Park Narodowy Lakefield a potem legendarne miasteczko Cooktown. To tu w 1770 roku kapitan Cook naprawiał swój okręt Endavour po kolizji z rafą koralową u wybrzeży nowego, nieznanego jeszcze wówczas, kontynentu. Smażona ryba z frytkami w przaśnej smażalni przy niewielkim porcie rybackim to obowiązkowy punkt programu.

Ostateczna trasa wyprawy będzie dostosowana do oczekiwań uczestników oraz do czasu, jaki będą mogli spędzić w Australii jak również do panujących warunków pogodowych i terenowych.

 

 

 

Długość trasy: ok. 2.600 km
Liczba dni : 14
Stopień trudności: 6 (w skali od 1 do 10)

 

Masz pytania? Chcesz się dowiedzieć więcej?
Przeczytaj odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania
albo
Skontaktuj się ze mną!